
To jest właściwie przerobiona część listu
(rok 2002) do właścicieli taty szczeniąt, stąd ta specyficzna treść i wygląd. Pomyślałam
jednak, że to dobry pomysł poznać nas razem z maluchami.
Psiaki były super. Szczególnie jak im się otworzyły oczka, chociaż odbiór porodu dla mnie tez był przeżyciem. Urodziło się jak wiecie 8 szczeniąt, z czego był jeden rodzynek – psiak. Który się dusił przy porodzie, ale teraz jest pięknym psiakiem. Jeszcze nie miałam okazji wszystkich zobaczyć od czasu oddania ich do nowych domków, ale z trzema (+ naszą) mamy ciągły kontakt, w tym ze Snowy, która została z nami. Wszystkie dostały imiona na literę „S”. Stwierdziłam, że będzie mi najłatwiej ładne imiona wymyśleć. Oprócz dwóch imion (Sara i Shelby) cała reszta to moje dzieło. Te dwa wymyślili nowi właściciele. I tak się nazywał pierwszy miot w Bydgoszczy (od lewej):
1. Seal – jedyna jest najdalej, bo w Chełmnie; była z nami najdłużej i najbardziej było nam przykro ja oddawać, podobno nie tęskniła, za to jej siostrzyczka, która z nami została trochę za nią piszczała; miała już 11 tygodni
2. Sheryl – wyladowała u kolegi z pracy; pierwsza właziła nam na łóżko i była prowodyrem wychodzenia z kojca; rano budziliśmy się z nią w nogach; jedyna o ciemno-szarym=wilczym umaszczeniu
3. Sky – psiak zapowiadający się wspaniale na Championa z przodu o umaszczeniu złoto-białym, przechodzącym w srebrno-szare na całym grzbiecie, no i te oczęta: jedno oczko niebieskie a drugie piwne z małym niebieskim trójkącikiem ; już w wieku 8-tygodni walczył o terytorium z małą suczką-kaukazem, która niestety uspokoiła go przygniatając go do ziemi swoim ciężarem
4. Shelby – tutaj trochę się skryła za rodzeństwem, ale uroku jej nie brakowało, była słodka jak wypada na prezent z okazji Dnia Walentynek
5. Sara – podobno przy przeglądzie najładniejsza z miotu, duża niebieskooka suczka z wyraźna maską; teraz ma piękną (dłuższą niż pozostałe psiaki) sierść połyskującą w słońcu
6. Smily – tak jak jej imię pełna radości, czego nie należy mylić z rozrabianiem; będzie należała do (mam nadzieję) zwycięskiego zaprzęgu
7. Sweety – właściwie została w rodzinie, bo u siostry mojej połowicy Jacka; urodziła się pierwsza i jak na taką przystało wyrosła na największą i najsilniejsza suczkę o wspaniałym krótkiej, sterczącej i gęstej sierści; pełna energii nie daje się zatrzymać nawet do poglaskania
8. Snowy – o niej wiemy najwięcej, no bo przecież jest z nami do tej pory; „panienka” to określenie do niej pasuje, inny charakter od pozostałych, na ich tle to aniołek; pierwsza nam dawała buzi i do teraz zaliże na śmierć; jak była mała nikt nie przypuszczał, że jej umaszczenie tak się zmieni, z beżowej w jasno rudą z pięknym rysunkiem na pyszczku, ogólnie mówiąc odbicie ojca w lustrze, bo rysunek ten sam, acz jego negatyw
Czyż nie ładna paczka?

Dla lepszego ukazania tych śliczności, jak miały 8-9 tygodni.
Od lewej Sweety i Shelby

A jak maluchy rozrabiają to na całego. Jeśli ktoś myśli, że nie trzeba ich myć i po nich sprzątać – szczególnie jak zwala doniczkę z kwiatkiem, którego bynajmniej nie potraktują czule – to się myli !!!

Jak maluchy były jeszcze maluchami to ja je tylko rozróżniałam. Wszystkie trzy jasne ryjki miały niemalże identyczne umaszczenie. Zaciekawione dźwiękami z telewizji wyglądały przezabawnie.
Od lewej: Seal, Sky, Snowy


No i co ze Snowy wyrosło? Kropla w kroplę negatwu TATA. Do tego piękne gęste (tylko ona może się takim poszczycić z miotu) futro i ciemno piwne-prawie czarne ślipka. Kochana potrafi się słodko przytulać, gdyby jeszcze tak nie uciekała. Jak w danym miejscu się ją skarze to albo nie chce tam przyjść, albo kuli uszy jakby czekała na wyrok. Pod tym względem jest za pamiętliwa. Z drugiej strony ten słodki aniołek kopie dołki nie gorsze od swojej mamy. Co do polowań to ma już na swoim koncie świerszcza i srokę, a jak ta druga jej nie da spokoju to...
Obok Sary to takie maleństwo




Rodzynek Sky. Taka drobinka potrafiła wysoko podnieść
głowę. Jak wspaniale pozował. To już o czymś świadczy.




Nie wolno mi zapomnieć o indywidualności jaką jest niewątpliwie
Sheryl. Co ona wyprawia ze swoim panem to przechodzi ludzkie pojęcie. Jak nie
chciało się jej schodzić po schodach to pan brał ją na opa. Miała wówczas
używanie. Nic co znajdowało się na jej poziomie nie mogło nie być zauważone.
Czyli ściąganie czapki, ciągnięcie za szalik, guziki ... Jej ogromna energia
dała się we znaki już sąsiednim psom. Co niektóre jak ja widzą omijają ja z
daleka lub wręcz uciekają. Nam tez ten prowodyr nie dawał spać, ale w niej to
cały urok.

Ten mały diabełek był zarazem bardzo słodki.


O Smily już pisałam – sama słodycz. Po urodzeniu była
najmniejsza i najdrobniejsza, ale siły jej nie brakowało dzięki czemu wyrosła
na śliczną, niebieskooką suczkę, wcale nie małą.


Na tym póki co kończę, chociaż nie. Przecież wiecie, że były inne maleństwa. Razem miałam pod opieką 13 szczeniąt. Mała zgraja rozrabiaków. No bo Lunka-kaukaz też miała łobuzy. Wszystkie maluchy razem bardzo dobrze się czuły. Matki na początku trochę warczały na siebie, ale trwało to bardzo krótko. Słowem każdy maluch miał mamę i ciocię jednocześnie. Arika ze Snowy bardzo się lubiły.

Ogólnie kaukazów było 5, w czym dwa psiaki: Jaky i Oskar,
pannice: Arika, Lena i Kama.
Lena – to cała historia. Była najdłużej i niestety wróciła
do nas od pierwszej właścicielki. Nie trzeba było wielkich domysłów by
stwierdzić, że była bita i może parę razy skądś spadła. Miała lęki, piszczała i
kurczowo trzymała się łapkami jak brało się ją na ręce. Przez 1,5 tygodnia, do
czasu zabrania jej przez następnych właścicieli, mam nadzieję, że udało mi się
odbudować w niej zaufanie do ludzi. Mam nadzieję, że teraz jest jej dobrze,
choć wiadomość, że całymi dniami jest zamknięta w kojcu i wypuszczana tylko jak
ma pilnować, zakuło mnie w serce.

Jaky (na zdjęciu) i Oskar to dumne psiaki, które groźnie
kroczą po terenach swoich podwórek.

Na koniec jeszcze małe rodzinne zdjęcia :

I życzymy : Elżbieta i Jacek,
kolejnych równie udanych potomków.

Ostatnie zmiany na tej stronie – 2007-05-01
© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - Webmaster EP